Robimy zakupy w weneckim markecie.
Woda, piwko na wieczór, chipsy, może soczek...
Biorę z półki brzoskwiniowy, ale nie ma na nim ceny.
Zaczynamy więc razem z sokiem przemierzać market w poszukiwaniu czytnika.
Woda, piwko na wieczór, chipsy, może soczek...
Biorę z półki brzoskwiniowy, ale nie ma na nim ceny.
Zaczynamy więc razem z sokiem przemierzać market w poszukiwaniu czytnika.
Widzę go! Wisi na filarze przy lodówkach, nad nim granatowa
tablica z włoskim napisem
i duża czerwona strzałka wskazująca w dół, zachęcająca, żeby
skorzystać.
Podchodzę, wyciągam rękę z sokiem i macham butelką,
nastawiając kod kreskowy.
Orientuję się, że nie świeci kreską na czerwono, więc zabieram sok i zaczynam przyglądać się maszynie nieco uważniej, patrzę na wyświetlacz... a tam temperatura.
Orientuję się, że nie świeci kreską na czerwono, więc zabieram sok i zaczynam przyglądać się maszynie nieco uważniej, patrzę na wyświetlacz... a tam temperatura.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz